Trzęsienie ziemi w… moim mieście :-]

Pamiętam swój pierwszy film widziany w TV o trzęsieniu ziemi. Amerykański.
Wyglądało to całkiem sympatycznie, ot trochę się trzęsie ziemia, tam coś pęka i cisza. W rzeczywistości jest gorzej.
W szkole mnie uczono: w Polsce nie było i nie ma trzęsień ziemi.
Chyba czas zrewidować podręczniki!
Dziś przeżyłem swe pierwsze trzęsienie ziemi. Ha!
Przyznaję się – miałem pełne portki :)
Pierwszych wstrząsów o godzinie 13 nie czułem, być może dlatego, że pracuję w budynku z ciężkiej, starej cegły. Matka w domu czuła i mówi, że było niesamowicie. No proszę. Z początku nie wierzyłem, dopiero w radio podali, że matka mówi prawdę o podwójnym wstrząsie. Miało 4 stopnie w skali Richtera na dziewięciostopniową skalę.
Ok. 15.30 poczułem i ja. Siedziałem przy biurku i nagle świat zafalował. Krzesło na kółkach odjechało od biurka wraz ze mną, żyrandol się zakołysał, w brzuchu zafalowało (jak na karuzeli), a całe cielesne wrażenie jest porównywalne do „samolotu” po niezłym piciu wódki.
Odgłosy zarejestrowane są podobne do burzy albo do samolotu przekraczającego barierę dźwięku, plus jakieś trzaski powietrza (a może bloku?).
Ten wstrząs miał 5 stopni i był silniejszy od wcześniejszych.
Ponieważ mieszkam na parterze czteropiętrowca, pierwszą myślą było „spierdalać, bo jak blok z wielkiej płyty się złoży, to będę pod kupą gruzu spłaszczony niczym żaba”.
Oczywiście nie uciekłem nigdzie, tylko czekałem, co będzie dalej. Dalsze wrażenia nie były odczuwalne, choć wciąż mówili w lokalnym radio, że są wstrząsy wtórne zanikające.
Podobno takie zjawisko jest u nas normalne raz na 100-200 lat. W Skandynawii takie wstrząsy są kilka razy na rok.
To ja dziękuję za ten pierwszy i myślę/wierzę, że następny będzie za 100 lat :-)
Oby…

MIĘSO

Postanowiłem nie jeść mięsa. Na razie traktuję to jako eksperyment, ale być może już przy tym zostanę, bo jest mi tak dobrze.
Zaczęło się to 31 sierpnia br., jak przed urzędem przejeżdżał transport kaczek na rzeź. Do takich widoków już jestem przyzwyczajony, bo często je widzę z okna budynku (akurat urząd jest przy ulicy, którą przebiega transport do znanej firmy drobiarskiej „I…”).
Gdy indyki jadą na rzeź są spokojne i raczej rzadko wydają jakiekolwiek dźwięki, natomiast kaczki krzyczą.
Najpierw myślałem, że to jakieś dziecko w wózku płacze, tuż pod moim oknem. Ale jak się okazało to jechały kaczuszki.
Tak, kaczka wydaje dźwięk podobny do płaczu dziecka.
Płacz przed śmiercią.

Nie zabijaj, nie zadawaj bólu.

O tak, święte to słowa.

OM.

`OSTATNIE, ZIMNE DNI LATA`

Matowe Powietrze,
które Wchłaniają
moje Nozdrza
jakże lekkie
jakże Lodowate

Mroźny poranek
pochmurnie Otwiera swe Oczy
Ciężkie Powieki Mgły
Unoszą się Ospale

Sine Słońce
już nie takie radosne
jak przed kilkunastoma Dniami
wysila się jeszcze bezskutecznie
zza Grubych Chmurzysk

Jedynie nikłe Światło
Kaleczy Nasze Oczy
jedynie Dalekie Światło
dociera zza okularów

Na rozwianej przestrzeni
stoję wśród Porywistych Wiatrów
Targających Moje Włosy
Szarpiących Moją Czarną Odzież
Przykurzoną od tumanów Pyłu

Chwytając Dalekie Obrazy
Spoglądam bystrym Wzrokiem
w Oddali lato cofa się
w Południowe, gorące Strony

Północne Chłody
Przywołują Deszczową Jesień
aby mogła Oczyścić Świat
z radości Minionego lata
i pogrążyć go Ostatecznie
w Melancholii

Już czuję-
zbliżający się Smutek
Kroczy Powoli w Me Serce;
Siąpiący Deszcz
jakże dokuczliwy dla Twarzy
Gra Depresyjne Melodie o Szyby
dla Zaszklonych Oczu
Wpatrzonych w Horyzont

Tam w Nieskończonej Bieli
co Szarość i Brąz ziemie przykrywa
Zrywając Ostatnie Liście
Powoli, Dostojnie
z Otwartymi Ramionami Kroczy
Pani Zima
Królowa Lodowatego Pałacu Północy

/07. wrzesień 1995 r./

`…`

Przykładam ucho
do muszli zaklętej
śpiewającej obrazy
dźwiękami marzeń
co w oczach
kolorami tańczą
jak przy pieśni
gramofonu
trzeszczącego
minionymi już
chwilami

tęsknota

/01-09-2004 r./